Ostry dźwięk telefonu.I..ta lakoniczna informacja.Telefon spada na podłogę.Potworna cisza.Ostry ból przeszywa całe ciało.Głos więźnie w gardle.Trzymana w rękach szklanka opada na podłogę i rozsypuje się na setki okruchów.Nie słychać uderzenia.Głucha cisza.Drętwieje całe ciało, oczy nie widzą niczego.Serce dudni coraz głośniej.Słyszę po raz pierwszy szum krwi pędzącej w moim organizmie.
Zatrzymał się czas.
Myślałam ,że cały świat umarł i ustało wszelkie życie.
Tymczasem wystarczyło spojrzenie za okno: ludzie idą, jeżdżą samochody.Sikorki zbierają okruszki chleba na balkonie, ostro świeci Słońce.Błękit nieba rozrywa smuga pozostawiona przez samolot.
Jakim prawem i dokąd poszłaś sobie Mamo?! Przecież byłaś ze mną całe życie,dlaczego odebrałaś mi siebie.Jak to tak?!!!
Zabrakło nagle Twoich rąk, które gładziły moje włosy, nie powitasz mnie w drzwiach, nie pomachasz ręką, kiedy wychodzę z domu.Zostały obce, puste okna.
A tyle jeszcze chciałam Ci powiedzieć, przede wszystkim to, że Cię kocham i dziękuję za dar życia. Mamo, nie odbieraj mi siebie .Dlaczego?
Na pożegnanie mogłam tylko ofiarować Ci pąsową różę, którą zabrano razem z Tobą.Mam żal do Wszechswiata, że doświadcza nas tak boleśnie.Szerokiej drogi, Mamo!!!
niedziela, 8 grudnia 2013
poniedziałek, 2 grudnia 2013
Co za RARYTAS!!! Spróbujcie, to naprawdę pyszne i zdrowe!!!
Zawsze interesowały mnie potrawy, które przygotowuje się szybko (nie zabiera to dużo czasu,bo w dzisiejszym zaganianym świecie wszyscy mają go za mało), są zdrowe i bardzo smaczne.
Marysia jest skarbnicą wiedzy kulinarnej. Gotuje smacznie i zdrowo, oszczędzając przy tym czas, który poświęca na przyjemności, a to np. na codzienne wycieczki po pachnącym igliwiem Podlasiu.
Kiedy się przyrządza takie potrawy, pachnie w całym domu. Zapach rozchodzi się także poza domostwo.Sąsiadka Marysi zwabiona takimi zapachami często pod jakimkolwiek pretekstem wpada, poczęstowana kwituje kilkoma wyrazami: smaczne,inni znajomi:pyszne, daj przepis, a ja wpadam zawsze w zachwyt i tak próbuję, że wkrótce zostają okruszki, ktore skrzętnie wyjadamy ze Zbyszkiem, ku uciesze Marysi, która zaraz zabiera się do tworzenia nowej potrawy.A wszystkie są delikatne, o subtelnym smaku, przepyszne po prostu, same rarytasy.
Pasztet Marysi
*1,5 szklanki zielonej ekologicznej soczewicy
*3 łyżki klarowanego masła/sama je sporządzam i zawsze mam w lodówce gotowe do użycia/
*3-4 jaja /naturalne, nie z masowej hodowli, dogadajcie sie na rynku, ryneczku, albo z wiejską zagrodą , gdzieś blisko od miejsca waszego zamieszkania, bądźcie stałymi odbiorcami./
*sól
*pieprz czarny i biały do smaku
*majeranek do smaku
*przyprawa do gyrosa bez konserwantów /szukajcie w sklepach/
*szczypta gałki muszkatołowej
*duża cebula
*2 ząbki czosnku
Wykonanie:
*soczewicę zalewamy 3 szklankami wody i gotujemy 15 min, do całkowitego wchłonięcia wody.
Po ugotowaniu przesypać na talerz i wystudzić , np. na balkonie, parapecie okna.
*ubić jaja , pod koniec ubijania dorzucić masło klarowane/wyjąć wcześniej z lodówki, aby było miękkie/i dorzucić szczyptę soli
*do ubitych jaj dodać wystudzoną soczewicę i zmiksować wszystko na puch dodając przyprawy.
Próbować, aby nie przesolić.Masa ma być pysznie pikantna/przyprawa do gyrosa nadaje charakter temu pasztetowi/.
*na koniec dodajemy uduszoną cebulę z czosnkiem na odrobinie masła klarowanego.
*jeszcze raz wszystko wymieszać, zmiksować i dosypać garść posiekanej drobniutko zielonej pietruszki, jeśli komuś taki smak odpowiada.
Zwykle wkładam to do małej ,18 cm średnicy foremki i wstawiam do piekarnika.
*piec w temperaturze 180 stopni/30-45 min/,można wcześniej sprawdzić patykiem.Jeśli upiekł się pasztet w ciągu 30 min, to wyjąć.
Spożywamy to z pomidorami doprawionymi solą i pieprzem, dodać można kozi ser wolno dojrzewający pokrojony w cieniutkie plasterki .Traktuję to jako oddzielne danie, zdrowe, sycące. Po takim posiłku człowiek jest rześki i pełen energii.
Propozycja Marysi:
Ugotować sos pieczarkowy. Razem z pasztetem, w oddzielnym naczyniu upiec warzywa, które lubicie: marchewkę ,por,seler, pietruszkę.
Na talerzu pociąć pasztet w plastry, dodać upieczone warzywa i wszystko polać sosem pieczarkowym.
Przysłowiowe niebo w gębie!.Tanie ,bardzo zdrowe, przygotowanie nie zabiera dużo czasu, bo całą potrawę przy dobrej organizacji wykonuje się 45 min.
Mój sekret:
A oto sekret, który poprawi smak każdej potrawy i tego sosu do pasztetu też, spróbujcie:
całą cytrynę wyszorować porządnie, zalać wrzątkiem na kilka minut, znowu umyć pod bieżącą wodą i wytrzeć do sucha.Wrzucić do zamrażarki. Cytrynę po prostu zamrozić.
Zamrożoną wyjąć z lodówki i zetrzeć na tarce w całości ze skórą tyle, ile tego smaku potrzebujecie i tak, by poczuć różnicę i powiedzieć: teraz pychota!Tak przygotowana cytryna ma wybitne walory zdrowotne!
Życzę smacznego.
ps.wszyscy będą zdumieni smakiem potraw z dodaną utartą ,mrożoną cytryną. Dodaję ją nawet do kawy.
Polecam.
Marysia jest skarbnicą wiedzy kulinarnej. Gotuje smacznie i zdrowo, oszczędzając przy tym czas, który poświęca na przyjemności, a to np. na codzienne wycieczki po pachnącym igliwiem Podlasiu.
Kiedy się przyrządza takie potrawy, pachnie w całym domu. Zapach rozchodzi się także poza domostwo.Sąsiadka Marysi zwabiona takimi zapachami często pod jakimkolwiek pretekstem wpada, poczęstowana kwituje kilkoma wyrazami: smaczne,inni znajomi:pyszne, daj przepis, a ja wpadam zawsze w zachwyt i tak próbuję, że wkrótce zostają okruszki, ktore skrzętnie wyjadamy ze Zbyszkiem, ku uciesze Marysi, która zaraz zabiera się do tworzenia nowej potrawy.A wszystkie są delikatne, o subtelnym smaku, przepyszne po prostu, same rarytasy.
Pasztet Marysi
*1,5 szklanki zielonej ekologicznej soczewicy
*3 łyżki klarowanego masła/sama je sporządzam i zawsze mam w lodówce gotowe do użycia/
*3-4 jaja /naturalne, nie z masowej hodowli, dogadajcie sie na rynku, ryneczku, albo z wiejską zagrodą , gdzieś blisko od miejsca waszego zamieszkania, bądźcie stałymi odbiorcami./
*sól
*pieprz czarny i biały do smaku
*majeranek do smaku
*przyprawa do gyrosa bez konserwantów /szukajcie w sklepach/
*szczypta gałki muszkatołowej
*duża cebula
*2 ząbki czosnku
Wykonanie:
*soczewicę zalewamy 3 szklankami wody i gotujemy 15 min, do całkowitego wchłonięcia wody.
Po ugotowaniu przesypać na talerz i wystudzić , np. na balkonie, parapecie okna.
*ubić jaja , pod koniec ubijania dorzucić masło klarowane/wyjąć wcześniej z lodówki, aby było miękkie/i dorzucić szczyptę soli
*do ubitych jaj dodać wystudzoną soczewicę i zmiksować wszystko na puch dodając przyprawy.
Próbować, aby nie przesolić.Masa ma być pysznie pikantna/przyprawa do gyrosa nadaje charakter temu pasztetowi/.
*na koniec dodajemy uduszoną cebulę z czosnkiem na odrobinie masła klarowanego.
*jeszcze raz wszystko wymieszać, zmiksować i dosypać garść posiekanej drobniutko zielonej pietruszki, jeśli komuś taki smak odpowiada.
Zwykle wkładam to do małej ,18 cm średnicy foremki i wstawiam do piekarnika.
*piec w temperaturze 180 stopni/30-45 min/,można wcześniej sprawdzić patykiem.Jeśli upiekł się pasztet w ciągu 30 min, to wyjąć.
Spożywamy to z pomidorami doprawionymi solą i pieprzem, dodać można kozi ser wolno dojrzewający pokrojony w cieniutkie plasterki .Traktuję to jako oddzielne danie, zdrowe, sycące. Po takim posiłku człowiek jest rześki i pełen energii.
Propozycja Marysi:
Ugotować sos pieczarkowy. Razem z pasztetem, w oddzielnym naczyniu upiec warzywa, które lubicie: marchewkę ,por,seler, pietruszkę.
Na talerzu pociąć pasztet w plastry, dodać upieczone warzywa i wszystko polać sosem pieczarkowym.
Przysłowiowe niebo w gębie!.Tanie ,bardzo zdrowe, przygotowanie nie zabiera dużo czasu, bo całą potrawę przy dobrej organizacji wykonuje się 45 min.
Mój sekret:
A oto sekret, który poprawi smak każdej potrawy i tego sosu do pasztetu też, spróbujcie:
całą cytrynę wyszorować porządnie, zalać wrzątkiem na kilka minut, znowu umyć pod bieżącą wodą i wytrzeć do sucha.Wrzucić do zamrażarki. Cytrynę po prostu zamrozić.
Zamrożoną wyjąć z lodówki i zetrzeć na tarce w całości ze skórą tyle, ile tego smaku potrzebujecie i tak, by poczuć różnicę i powiedzieć: teraz pychota!Tak przygotowana cytryna ma wybitne walory zdrowotne!
Życzę smacznego.
ps.wszyscy będą zdumieni smakiem potraw z dodaną utartą ,mrożoną cytryną. Dodaję ją nawet do kawy.
Polecam.
niedziela, 1 grudnia 2013
Liebster Award
Niespodziewanie dla mnie mój blog uzyskał nominację do Liebster Award.
Dziękuję za zaufanie, mam nadzieję, że nie zawiodę.
W związku z tym wydarzeniem mam odpowiedzieć na 10 pytań, skierowanych do mnie przez osobę, która mnie nominowała.
1.Kiedy ostatnio zrobiłaś coś tylko dla siebie?
Może to niepopularne, ale siebie stawiam na pierwszym miejscu i nie jest to wcale egoizm. Dbając o siebie będę dłużej dla moich najbliższych i będę mogła pomóc im w potrzebie.
Codziennie robię coś dla siebie.Dzisiaj rano odpowiadam na pytania, która to praca daje mi sporo satysfakcji, a za chwilę pobiegnę nad Zalew Zemborzycki.
2.Twoja wymarzona podróż.
Andy i święte miejsca Inków, Góry Skaliste/USA,(jesienią są najpiękniejsze), Wiosna w Górach Diamentowych -Japonia i Kotlina Kłodzka,(każda pora roku)Na Podlasie jadę za tydzień.
3.Ulubiona potrawa
Kasza jaglana z miodem i orzechami od Iwonki,z cynamonem, imbirem, nasionami chia, ale ugotowana przez Zbyszka (zajadamy rankiem z Marysią, kiedy jestem u Zbyszków na Podlasiu)
4.Jaki chciałabyś dostać prezent?
Prezentem dla mnie jest zawsze wizyta mojej ukochanej Oleńki, Kruszynki/teraz już dużego Okruszka/,która przewartościowała moje życie.
5.Ulubiona pora roku i dlaczego?
Wiosna.Bo budzi nadzieje na nowe i lepsze, zwiastuje odrodzenie Ziemi i pokazuje nie przemijające jej piękno.
6.Co się dzieje z duszą po śmierci?
Upraszczając: Eben Alexander"Dowód"Całkowicie zgadzam się z autorem i wierzę w to głęboko, dzięki temu nie boję się śmierci.
7.Co zabrałabyś na bezludną wyspę?
Papier, pióro, długopisy i ołówki.Jedzenie rosłoby na drzewach albo na krzewach.
Papier i pióro po to, aby pisać moją powieść.Jak wypisze się atrament, sięgnę po długopisy, jak i one się wypiszą , zostaną ołówki . Kiedy zabraknie ołówków, powieść będzie już napisana.Potem będę pisać wiersze patykiem na piasku.
8.Co to jest podświadomość?
Temat szeroki, Kahunowie odpowiedzieli już dawno, nie będę się powtarzać.
9.Ulubiona bajka lub postać.
Uwielbiam Janinę Porazińską i jej "Trzy gadki", książki nie mogę nigdzie dostać,a jedyny egzemplarz moja córka zaczytała na śmierć...Poza tym całego Brzechwę i Tuwima.
10.Kolor twoich drzwi wejściowych do domu.
Jak go już będę miała, to drzwi będą w kolorze czerwieni , jeśli będzie do domu wchodziło się od strony południowej, co jest prawdopodobne.
Dziękuję za nominację.
Jednoczesnie polecam blogi:
Art-i-rene.blog za prezentowaną pełną radości wizję życia wypełnionego optymizmem i miłością
życie w remoncie.blog za próbę zdefiniowania siebie w świecie
teczamoichmysli.blogspot.com za barwne i coraz ciekawsze posty
Dziękuję za zaufanie, mam nadzieję, że nie zawiodę.
W związku z tym wydarzeniem mam odpowiedzieć na 10 pytań, skierowanych do mnie przez osobę, która mnie nominowała.
1.Kiedy ostatnio zrobiłaś coś tylko dla siebie?
Może to niepopularne, ale siebie stawiam na pierwszym miejscu i nie jest to wcale egoizm. Dbając o siebie będę dłużej dla moich najbliższych i będę mogła pomóc im w potrzebie.
Codziennie robię coś dla siebie.Dzisiaj rano odpowiadam na pytania, która to praca daje mi sporo satysfakcji, a za chwilę pobiegnę nad Zalew Zemborzycki.
2.Twoja wymarzona podróż.
Andy i święte miejsca Inków, Góry Skaliste/USA,(jesienią są najpiękniejsze), Wiosna w Górach Diamentowych -Japonia i Kotlina Kłodzka,(każda pora roku)Na Podlasie jadę za tydzień.
3.Ulubiona potrawa
Kasza jaglana z miodem i orzechami od Iwonki,z cynamonem, imbirem, nasionami chia, ale ugotowana przez Zbyszka (zajadamy rankiem z Marysią, kiedy jestem u Zbyszków na Podlasiu)
4.Jaki chciałabyś dostać prezent?
Prezentem dla mnie jest zawsze wizyta mojej ukochanej Oleńki, Kruszynki/teraz już dużego Okruszka/,która przewartościowała moje życie.
5.Ulubiona pora roku i dlaczego?
Wiosna.Bo budzi nadzieje na nowe i lepsze, zwiastuje odrodzenie Ziemi i pokazuje nie przemijające jej piękno.
6.Co się dzieje z duszą po śmierci?
Upraszczając: Eben Alexander"Dowód"Całkowicie zgadzam się z autorem i wierzę w to głęboko, dzięki temu nie boję się śmierci.
7.Co zabrałabyś na bezludną wyspę?
Papier, pióro, długopisy i ołówki.Jedzenie rosłoby na drzewach albo na krzewach.
Papier i pióro po to, aby pisać moją powieść.Jak wypisze się atrament, sięgnę po długopisy, jak i one się wypiszą , zostaną ołówki . Kiedy zabraknie ołówków, powieść będzie już napisana.Potem będę pisać wiersze patykiem na piasku.
8.Co to jest podświadomość?
Temat szeroki, Kahunowie odpowiedzieli już dawno, nie będę się powtarzać.
9.Ulubiona bajka lub postać.
Uwielbiam Janinę Porazińską i jej "Trzy gadki", książki nie mogę nigdzie dostać,a jedyny egzemplarz moja córka zaczytała na śmierć...Poza tym całego Brzechwę i Tuwima.
10.Kolor twoich drzwi wejściowych do domu.
Jak go już będę miała, to drzwi będą w kolorze czerwieni , jeśli będzie do domu wchodziło się od strony południowej, co jest prawdopodobne.
Dziękuję za nominację.
Jednoczesnie polecam blogi:
Art-i-rene.blog za prezentowaną pełną radości wizję życia wypełnionego optymizmem i miłością
życie w remoncie.blog za próbę zdefiniowania siebie w świecie
teczamoichmysli.blogspot.com za barwne i coraz ciekawsze posty
poniedziałek, 25 listopada 2013
Zamek Książąt Pomorskich, Walduś i striptiz
Mam nadzieję, że kawiarnia "Duet" istnieje jeszcze w Szczecinie. Przychodziliśmy tam zawsze na kawę, dodam, wyśmienitą i na bardzo smakowite i różnorodne ciasta. Najzabawniejsze było to, że z Hanią siadywałyśmy w witrynie okna i udawałyśmy wystrój wnętrza.Zawsze było tam mnóstwo ludzi, bo w szarzyźnie i ogromnej siermiężności końca lat osiemdziesiątych, kawiarnia ta była zjawiskowa.Takiej nie było w całym wielkim Szczecinie.
Zwykle właśnie tam przygotowywaliśmy konferencyjne wnioski. I właśnie tam zastała nas wiadomość,że zostaliśmy zaproszeni na Zamek Książąt Pomorskich. Oglądać Zamek z zewnątrz, a wejść tam i być na eleganckim bankiecie,to coś zupełnie innego.
Przepiękne sale, w których umieszczono stoły bankietowe i podium dla orkiestry Zbigniewa Górnego, jarzyły się kolorowymi światłami , dyskretnie oświetlającymi wybrane rejony sali bankietowej i tanecznej.
Bend Górnego zawsze robił na mnie wrażenie, a to z powodu ogromnego poczucia humoru Dyrygenta, świetnych aranżacji i prezentowania naprawdę dobrych wokalistów.
Wszystko mieniło się i skrzyło, budowało niebywały nastrój.Wydawało nam się ,że jesteśmy w nierealnym świecie.Było tak elegancko,że baliśmy się poruszyć, żeby nie zburzyć tego nastroju.
Orkiestra zaczęła grać, rozpoczął się koncert. Było bajecznie. Podziwialiśmy popisy orkiestry i solistów wokalistów.W przerwie koncertu zauważyłam kątem oka , że jeden z członków zespołu wstał, położył instrument obok i zbliżał się w kierunku stolika, przy którym siedziałam.
-Czy mnie poznajesz? Oniemiałam z wrażenia. Przede mną stał przystojny mężczyzna, który na dodatek przed chwilą grał na uwielbianym przeze mnie instrumencie, saksofonie tenorowym, nazywanym pieszczotliwie "sex tenor". Nie poznałabym mojego szkolnego kolegi nigdy, ale ten, z lekką chrypką głos..., a jakże, poznałam.-Staszek?
LO, szkolna orkiestra i chór. Staszek grał w orkiestrze, ja byłam solistką tej orkiestry i chóru.
Obydwoje zawdzięczamy tak dużo naszemu profesorowi Kazimierzowi Kudybie, który wychował wiele kolejnych roczników wrażliwych na muzykę.Wielu z nas zdobyło potem wykształcenie w tym właśnie kierunku.To właśnie profesorowi zawdzięczam, że siedziałam teraz w sali balowej Zamku w doborowym towarzystwie i spotkałam chłopaka z tamtych lat. Moje koleżanki prawie umarły z wrażenia, a koledzy zawyli: o, o ,o o!Umówiłam się ze Staszkiem na wspominki po koncercie w "piekiełku".
Tymczasem zbliżał się punkt kulminacyjny wieczoru. Po raz pierwszy mogłam obejrzeć striptiz zaprezentowany przez Sonię. Sonia była śliczna i bardzo zgrabna . Poruszała się jak kotka, prezentując młode ciało i niebanalną urodę. Nasi koledzy wpadli w dziki zachwyt. Siedzielismy blisko "wybiegu", po którym poruszała się Sonia. Rozrzucała dokoła różne części garderoby, odsłaniała i prezentowała swoje nienaganne ciało.
Futro opadło. Przed nami stała zupełnie naga, piękna , świadoma swojej urody młoda dziewczyna.
Walduś, który siedział przy wybiegu , zerwał się , podniósł futro i narzucił go na Sonię,
-Zmarznie pani- powiedział głośno.
Sonia biegiem opuszczała pasaż, a jej plecy drgały od nie skrywanego śmiechu. Walduś nie dał za wygraną:-Proszę pani, niech pani wraca! Jeszcze jest jedna zwrotka i jeszcze jeden refren!!!
Połowa muzyków porzuciła bend i wybiegła ze sceny.Wszyscy wyli ze śmiechu. Nasze makijaże popłynęły/niestety, kosmetyki w tamtych czasach pozostawiały wiele do życzenia/. Plecy pana Zbyszka drgały jak w konwulsjach.
Zarządzono przerwę.
Ten wieczór przeszedł do legendy, przypominamy go zawsze , kiedy się spotykamy. Budzi w nas ciągle wesołość.Mamy co wspominać. Tak jak ja i Staszek.Tańczyliśmy do rana i wspominaliśmy starą dobrą "budę",w której zbudowano w nas marzenia, a myśmy nadali im kształt.Dziękuję Profesorze!
Zwykle właśnie tam przygotowywaliśmy konferencyjne wnioski. I właśnie tam zastała nas wiadomość,że zostaliśmy zaproszeni na Zamek Książąt Pomorskich. Oglądać Zamek z zewnątrz, a wejść tam i być na eleganckim bankiecie,to coś zupełnie innego.
Przepiękne sale, w których umieszczono stoły bankietowe i podium dla orkiestry Zbigniewa Górnego, jarzyły się kolorowymi światłami , dyskretnie oświetlającymi wybrane rejony sali bankietowej i tanecznej.
Bend Górnego zawsze robił na mnie wrażenie, a to z powodu ogromnego poczucia humoru Dyrygenta, świetnych aranżacji i prezentowania naprawdę dobrych wokalistów.
Wszystko mieniło się i skrzyło, budowało niebywały nastrój.Wydawało nam się ,że jesteśmy w nierealnym świecie.Było tak elegancko,że baliśmy się poruszyć, żeby nie zburzyć tego nastroju.
Orkiestra zaczęła grać, rozpoczął się koncert. Było bajecznie. Podziwialiśmy popisy orkiestry i solistów wokalistów.W przerwie koncertu zauważyłam kątem oka , że jeden z członków zespołu wstał, położył instrument obok i zbliżał się w kierunku stolika, przy którym siedziałam.
-Czy mnie poznajesz? Oniemiałam z wrażenia. Przede mną stał przystojny mężczyzna, który na dodatek przed chwilą grał na uwielbianym przeze mnie instrumencie, saksofonie tenorowym, nazywanym pieszczotliwie "sex tenor". Nie poznałabym mojego szkolnego kolegi nigdy, ale ten, z lekką chrypką głos..., a jakże, poznałam.-Staszek?
LO, szkolna orkiestra i chór. Staszek grał w orkiestrze, ja byłam solistką tej orkiestry i chóru.
Obydwoje zawdzięczamy tak dużo naszemu profesorowi Kazimierzowi Kudybie, który wychował wiele kolejnych roczników wrażliwych na muzykę.Wielu z nas zdobyło potem wykształcenie w tym właśnie kierunku.To właśnie profesorowi zawdzięczam, że siedziałam teraz w sali balowej Zamku w doborowym towarzystwie i spotkałam chłopaka z tamtych lat. Moje koleżanki prawie umarły z wrażenia, a koledzy zawyli: o, o ,o o!Umówiłam się ze Staszkiem na wspominki po koncercie w "piekiełku".
Tymczasem zbliżał się punkt kulminacyjny wieczoru. Po raz pierwszy mogłam obejrzeć striptiz zaprezentowany przez Sonię. Sonia była śliczna i bardzo zgrabna . Poruszała się jak kotka, prezentując młode ciało i niebanalną urodę. Nasi koledzy wpadli w dziki zachwyt. Siedzielismy blisko "wybiegu", po którym poruszała się Sonia. Rozrzucała dokoła różne części garderoby, odsłaniała i prezentowała swoje nienaganne ciało.
Futro opadło. Przed nami stała zupełnie naga, piękna , świadoma swojej urody młoda dziewczyna.
Walduś, który siedział przy wybiegu , zerwał się , podniósł futro i narzucił go na Sonię,
-Zmarznie pani- powiedział głośno.
Sonia biegiem opuszczała pasaż, a jej plecy drgały od nie skrywanego śmiechu. Walduś nie dał za wygraną:-Proszę pani, niech pani wraca! Jeszcze jest jedna zwrotka i jeszcze jeden refren!!!
Połowa muzyków porzuciła bend i wybiegła ze sceny.Wszyscy wyli ze śmiechu. Nasze makijaże popłynęły/niestety, kosmetyki w tamtych czasach pozostawiały wiele do życzenia/. Plecy pana Zbyszka drgały jak w konwulsjach.
Zarządzono przerwę.
Ten wieczór przeszedł do legendy, przypominamy go zawsze , kiedy się spotykamy. Budzi w nas ciągle wesołość.Mamy co wspominać. Tak jak ja i Staszek.Tańczyliśmy do rana i wspominaliśmy starą dobrą "budę",w której zbudowano w nas marzenia, a myśmy nadali im kształt.Dziękuję Profesorze!
czwartek, 21 listopada 2013
Ale baba, pychota!!!
Dla was wszystkich , z pięknego Podlasia przywiozłam przepis na niezwyczajną babkę. Ni to tort, ni to biszkopt, ale , co za rewelacja.Można ją jeść na gorąco, jako zupełnie oddzielne danie .Można ją spożywać na zimno jako najdoskonalsze ciacho, rarytas do kawy , herbaty, do lampki wina. Jest to baba zdrowa, jak Dziewczyny z warkoczami ze środkowego Podlasia, smakuje wybornie. Gdyby Marysia nie powiedziała mi z czego ją upiekła, nie uwierzyłabym nigdy. Byłam przy przygotowywaniu tej baby, patrzyłam uważnie , potem ją konsumowałam/takie tam konsumowanie, ja ją zżerałam zachłannie, pochłaniałam wręcz/.
Receptura jest własnością Marysi, ale pozwoliła mi na jej upowszechnienie, co niniejszym czynię.
Składniki:/wszystkie znajdziecie w sklepach ze zdrową żywnością./
*1 szkl soczewicy czerwonej
*4 jaja od kur szczęśliwych/poszukajcie na targu, w stronę fermowych nawet nie patrzcie!/
*olej kokosowy/najlepszy jest aman prana/ 3 łyżki
*karob /mączka z drzewa świętojańskiego lub karob jako melasa z drzewa świętojańskiego/3 łyżki
*cynamon 1/4 łyżeczki
*goździki zmielone, szczypta
*gałka muszkatołowa szczypta
*wanilia/nie cukier wanilinowy, ma być wanilia!/, do smaku
*3-4 łyżki cukru buraczanego nierafinowanego/musi być tan napis,że jest nierafinowany/lub ksylitol
*mąka migdałowa lub z amarantusa 2-3 łyżki
* bakalie:orzechy poćwiartowane na kawałeczki/laskowe/, żurawina , posiekane suszone morele,można dodać, co się lubi./dodaję sporo, ale nie przesadzać/
1.Soczewicę zalać 2,5 szklanki wody i gotować na ogniu 15 min, aż zacznie się rozpadać
2.Jak trochę przestygnie dodawać wszystkie składniki i porządnie wymieszać na gładką masę/thermomix byłby tu najlepszy, może być dobry mikser/
3.Jeśli masa jest zbyt rzadka dodać mąkę z amarantusa, mąkę ryżową, migdałową/2-3 łyżki/
4.Na koniec dodajemy bakalie
5 .Wlewamy do foremki i pieczemy w 180-200 stopniach przez 50 min /dobrze byłoby mieć foremkę silikonową, albo taką, z której łatwo wyjąć babkę./moja ma 18 cm średnicy i jest w sam raz/
Zbyszek i ja podziwiamy pomysły i kunszt kulinarny Marysi.
Marysiu!!!!
Zabieraj się do napisania książki o zdrowym żywieniu.Gotujesz wybornie,masz mnóstwo odkryć i cudownych przepisów w tej dziedzinie.Taka książka będzie pomocna dla tych wszystkich, którzy nie wiedzą , jak pomóc ludziom z nadwagą, ludziom szukającym przepisów na zdrowe odżywianie.
Ta zdrowa i pyszna potrawa jest dedykowana wszystkim , którzy mają wybredne podniebienia i nie zapychają się pszenicznymi, przepełnionymi szkodliwymi dla zdrowia ciastami.
Wszystkim życzę smacznego.
Receptura jest własnością Marysi, ale pozwoliła mi na jej upowszechnienie, co niniejszym czynię.
Składniki:/wszystkie znajdziecie w sklepach ze zdrową żywnością./
*1 szkl soczewicy czerwonej
*4 jaja od kur szczęśliwych/poszukajcie na targu, w stronę fermowych nawet nie patrzcie!/
*olej kokosowy/najlepszy jest aman prana/ 3 łyżki
*karob /mączka z drzewa świętojańskiego lub karob jako melasa z drzewa świętojańskiego/3 łyżki
*cynamon 1/4 łyżeczki
*goździki zmielone, szczypta
*gałka muszkatołowa szczypta
*wanilia/nie cukier wanilinowy, ma być wanilia!/, do smaku
*3-4 łyżki cukru buraczanego nierafinowanego/musi być tan napis,że jest nierafinowany/lub ksylitol
*mąka migdałowa lub z amarantusa 2-3 łyżki
* bakalie:orzechy poćwiartowane na kawałeczki/laskowe/, żurawina , posiekane suszone morele,można dodać, co się lubi./dodaję sporo, ale nie przesadzać/
1.Soczewicę zalać 2,5 szklanki wody i gotować na ogniu 15 min, aż zacznie się rozpadać
2.Jak trochę przestygnie dodawać wszystkie składniki i porządnie wymieszać na gładką masę/thermomix byłby tu najlepszy, może być dobry mikser/
3.Jeśli masa jest zbyt rzadka dodać mąkę z amarantusa, mąkę ryżową, migdałową/2-3 łyżki/
4.Na koniec dodajemy bakalie
5 .Wlewamy do foremki i pieczemy w 180-200 stopniach przez 50 min /dobrze byłoby mieć foremkę silikonową, albo taką, z której łatwo wyjąć babkę./moja ma 18 cm średnicy i jest w sam raz/
Zbyszek i ja podziwiamy pomysły i kunszt kulinarny Marysi.
Marysiu!!!!
Zabieraj się do napisania książki o zdrowym żywieniu.Gotujesz wybornie,masz mnóstwo odkryć i cudownych przepisów w tej dziedzinie.Taka książka będzie pomocna dla tych wszystkich, którzy nie wiedzą , jak pomóc ludziom z nadwagą, ludziom szukającym przepisów na zdrowe odżywianie.
Ta zdrowa i pyszna potrawa jest dedykowana wszystkim , którzy mają wybredne podniebienia i nie zapychają się pszenicznymi, przepełnionymi szkodliwymi dla zdrowia ciastami.
Wszystkim życzę smacznego.
środa, 20 listopada 2013
PROMIENIE ZDROWIA: Nogą w ...nery !!!
PROMIENIE ZDROWIA: Nogą w ...nery !!!: Ostatnio w tvn 24 oglądałam program, do którego zaproszono trzy śliczne dziewczyny. Przywiozły medale z mistrzostw Europy w karate.Gdyby nie...
Nogą w ...nery !!!
Ostatnio w tvn 24 oglądałam program, do którego zaproszono trzy śliczne dziewczyny. Przywiozły medale z mistrzostw Europy w karate.Gdyby nie ten program, nikt by o tym nie wiedział.Zaprezentowały walkę/walczyły przed kamerami "na niby", ale to ,co pokazywały było klasą samą w sobie/. Posiadły niebywałe umiejętności. Nogą w nery!/to było coś!/
Ciekawa reakcji moich znajomych, zadzwoniłam do kilkorga z nich.Oglądają ten program zawsze. -Co ty na to?- zapytałam. I usłyszałam :- Ale o co ci chodzi, że jakieś pindy zdobyły medale? Wielkie mi co!!!!
Poskakały trochę i pewnie jeszcze z tego mają kasę!!!.
Nie oniemiałam z wrażenia. Jestem od dawna świadkiem takich reakcji.
Pamiętam czasy, kiedy namiętnie oglądałam i dalej oglądam skoki narciarskie. Kocham Adasia Małysza, nasze dobro narodowe, miłością bezwzględną. Dostarczył mi wielu wzruszeń, niepokoju, całej gamy różnorodnych uczuć.Uczyłam się od niego, młodziutkiego chłopaka, a potem dojrzałego sportowca i mężczyzny, upartego dążenia do celu.
Adaś upadał, podnosił się i mówił, że jest dobrze.Zawsze płakałam , kiedy zawieszano mu kolejne medale, grano mazurka Dąbrowskiego, a Adaś też wielokrotnie ocierał łzę.
Widziałam wiwatujące tłumy, ludzi z Wisły, którzy śpiewem i muzyką witali swojego bohatera, byli z niego dumni, ja byłam dumna z tego ,że jestem Polką, byłam prawie Adasiem Małyszem. Wielokrotnie powtarzałam, że też wygram , jak Adaś, że wszystko mi się uda. Był mi podporą w trudnych chwilach mojego życia. Kiedy on wygrywał , ja wygrywałam też .
Pamiętam dzień, w który Adaś kończył swoją karierę, płacze mi się do dzisiaj , kiedy to wspominam.
Drobniutki, cudowny chłopak z Wisły, skromny i pełen pokory. Nic go nie zepsuło! Ani śniadania z kolejnymi prezydentami RP, ani spotkania z wielkimi i możnymi tego świata.Może już nic nie robić.Ma do końca życia z czego żyć.Ale to nie Adaś. Komfort i lenistwo zostawił innym. Dalej jest wspaniałym ,wielkim sportowcem, próbuje sił w innej dziedzinie sportu.
No i w dniu, kiedy kończył karierę, zapłakana i spuchnięta pobiegłam do sklepu, po zakupy.
Sprzedawczyni od razu zauważyła spuchnięte oczy. Adaś kończy karierę, wydukałam. No i zaczęło się.
- A , co on takiego zrobił, poskakał sobie?!
-Niechby spróbował na budowie, to by wiedział, co to praca.!!
- Wielkie mi coś, poskakał, poskakał i skończył!!
Nigdy już nie weszłam do tego sklepu!!!Co za prymitywne babska i faceci.
Te trzy młode medalistki i nasz kochany Adaś harowali na to wiele lat. Kiedy wszyscy jeszcze spali, Adaś z plecakiem wypełnionym kamieniami szedł w góry wiele kilometrów dziennie. Nie wspomnę już o czasie spędzanym z trenerem, próbowanie setek razy odbicia, składania się do lotu, itd. itp.
To samo te dziewczyny, świtem o 4 i 5 rano, wiele godzin dziennie,kiedy wszyscy odpoczywali, chodzili na dyskoteki, do kina , one ćwiczyły całymi godzinami.
Ale my Polacy mamy we krwi , opanowaną do perfekcji , metodę. Jest to metoda równania żywopłotu. Jeśli któryś z pędów wyrasta ponad inne, ogrodnik obcina je. Tę sztukę w naszym kraju opanowano świetnie.. Nikomu nie może się udać, nie wolno wyrastać ponad przeciętność, zniszczą , go, wyrównają tak, że nie będzie się wychylał nigdy więcej.
Jeżeli ktoś nie respektuje bylejakości i dąży do czegoś, wkrótce stanie się celem niewybrednych ataków.
Nie przejmujcie się tym nigdy.Róbcie swoje.
Wybijajcie się ponad przeciętność. Miejcie piękne domy i samochody, zdobywajcie szczyty gór, zwiedzajcie inne kraje. Korzystajcie z życia pełnymi garściami .
Bądźcie obrzydliwie szczęśliwi.Sami dla siebie szczęśliwi.!
Wówczas będziecie w stanie pomóc innym i wiem ,że pomagać będziecie, bo to także da wam szczęście.
Bądźcie zawsze po DOBREJ STRONIE MOCY!!!
Ciekawa reakcji moich znajomych, zadzwoniłam do kilkorga z nich.Oglądają ten program zawsze. -Co ty na to?- zapytałam. I usłyszałam :- Ale o co ci chodzi, że jakieś pindy zdobyły medale? Wielkie mi co!!!!
Poskakały trochę i pewnie jeszcze z tego mają kasę!!!.
Nie oniemiałam z wrażenia. Jestem od dawna świadkiem takich reakcji.
Pamiętam czasy, kiedy namiętnie oglądałam i dalej oglądam skoki narciarskie. Kocham Adasia Małysza, nasze dobro narodowe, miłością bezwzględną. Dostarczył mi wielu wzruszeń, niepokoju, całej gamy różnorodnych uczuć.Uczyłam się od niego, młodziutkiego chłopaka, a potem dojrzałego sportowca i mężczyzny, upartego dążenia do celu.
Adaś upadał, podnosił się i mówił, że jest dobrze.Zawsze płakałam , kiedy zawieszano mu kolejne medale, grano mazurka Dąbrowskiego, a Adaś też wielokrotnie ocierał łzę.
Widziałam wiwatujące tłumy, ludzi z Wisły, którzy śpiewem i muzyką witali swojego bohatera, byli z niego dumni, ja byłam dumna z tego ,że jestem Polką, byłam prawie Adasiem Małyszem. Wielokrotnie powtarzałam, że też wygram , jak Adaś, że wszystko mi się uda. Był mi podporą w trudnych chwilach mojego życia. Kiedy on wygrywał , ja wygrywałam też .
Pamiętam dzień, w który Adaś kończył swoją karierę, płacze mi się do dzisiaj , kiedy to wspominam.
Drobniutki, cudowny chłopak z Wisły, skromny i pełen pokory. Nic go nie zepsuło! Ani śniadania z kolejnymi prezydentami RP, ani spotkania z wielkimi i możnymi tego świata.Może już nic nie robić.Ma do końca życia z czego żyć.Ale to nie Adaś. Komfort i lenistwo zostawił innym. Dalej jest wspaniałym ,wielkim sportowcem, próbuje sił w innej dziedzinie sportu.
No i w dniu, kiedy kończył karierę, zapłakana i spuchnięta pobiegłam do sklepu, po zakupy.
Sprzedawczyni od razu zauważyła spuchnięte oczy. Adaś kończy karierę, wydukałam. No i zaczęło się.
- A , co on takiego zrobił, poskakał sobie?!
-Niechby spróbował na budowie, to by wiedział, co to praca.!!
- Wielkie mi coś, poskakał, poskakał i skończył!!
Nigdy już nie weszłam do tego sklepu!!!Co za prymitywne babska i faceci.
Te trzy młode medalistki i nasz kochany Adaś harowali na to wiele lat. Kiedy wszyscy jeszcze spali, Adaś z plecakiem wypełnionym kamieniami szedł w góry wiele kilometrów dziennie. Nie wspomnę już o czasie spędzanym z trenerem, próbowanie setek razy odbicia, składania się do lotu, itd. itp.
To samo te dziewczyny, świtem o 4 i 5 rano, wiele godzin dziennie,kiedy wszyscy odpoczywali, chodzili na dyskoteki, do kina , one ćwiczyły całymi godzinami.
Ale my Polacy mamy we krwi , opanowaną do perfekcji , metodę. Jest to metoda równania żywopłotu. Jeśli któryś z pędów wyrasta ponad inne, ogrodnik obcina je. Tę sztukę w naszym kraju opanowano świetnie.. Nikomu nie może się udać, nie wolno wyrastać ponad przeciętność, zniszczą , go, wyrównają tak, że nie będzie się wychylał nigdy więcej.
Jeżeli ktoś nie respektuje bylejakości i dąży do czegoś, wkrótce stanie się celem niewybrednych ataków.
Nie przejmujcie się tym nigdy.Róbcie swoje.
Wybijajcie się ponad przeciętność. Miejcie piękne domy i samochody, zdobywajcie szczyty gór, zwiedzajcie inne kraje. Korzystajcie z życia pełnymi garściami .
Bądźcie obrzydliwie szczęśliwi.Sami dla siebie szczęśliwi.!
Wówczas będziecie w stanie pomóc innym i wiem ,że pomagać będziecie, bo to także da wam szczęście.
Bądźcie zawsze po DOBREJ STRONIE MOCY!!!
Subskrybuj:
Posty (Atom)