wtorek, 18 lutego 2014

Aby zrozumieć....

 

źródło:internet, fot.
Josephine Wall, z zachwytem prezentuję!

Czy pamiętasz zapach główki swojego dziecka, kiedy trzymałaś je na kolanach i czytałaś bajki albo książki o dalekich podróżach, albo pokazywałaś zdjęcia zwierząt, albo zdjęcia ludzi z dalekich krajów, albo....                                    
                                                                
    Dbałaś o to, aby dziecko uczyło się i wyrosło na osobę, która wyposażona w odpowiednią wiedzę znajdzie miejsce w swoim życiu?
    Co się z Tobą stało teraz? Dlaczego już 10 lat nie przeczytałaś żadnej książki, nie zdobywasz wiedzy niezbędnej do życia w dzisiejszym świecie? Nie rozwijasz się, nie walczysz o siebie?
     Dlaczego nagle zrobiło Ci się przykro, a zażenowanie pokrywasz kaszlem, kiedy Twoje dziecko wie więcej niż Ty i zadaje dziwne wg Ciebie pytania?
    Twoja przyjaciółka  pyta, co czytałaś ostatnio, a Ty nie umiesz nagle przypomnieć sobie nawet tytułu dawno przeczytanej lektury? Co robisz na tym świecie, kiedy przestajesz się uczyć i gubisz się w gąszczu informacji , przestajesz rozumieć potrzeby swojego dziecka innych ludzi , przestajesz rozumieć świat?
      Słyszę już , jak mówisz:" to jest głupie !", "o czym ona mówi?"
      Tego się spodziewałam, tylko nie wiem czy wiesz ,że głupia jesteś właśnie Ty i tylko przez szacunek dla ludzkiej istoty  i tolerancję dla ułomności stworzenia słowo"Ty" piszę dużą literą .
      Przepiękny obraz Josephine Wall pozostawiam Ci do dowolnej interpretacji!!!!
     Świat się zmienia, mknie w niesłychanym tempie, postaraj się przynajmniej zrozumieć zmieniającą się rzeczywistość.
      Świata nie dostosujesz do siebie, to Ty musisz dostosować się do niego!!!
fot.źródło:internet
                                               

niedziela, 16 lutego 2014

Złoty Bródka, podwójnie złoty Kamil

fot.internet


Tyle radości , tyle szczęścia dostarczyliście , jesteśmy oszołomieni. Po prostu dziękuję i życzę Wam , abyście mogli trenować na godnych Waszego talentu , obiektach sportowych .
                                                               
                                                            

czwartek, 13 lutego 2014

JUSTYNA cała ze złota!!!!

Mojego własnego storczyka przesyłam Tobie JUSTYNO dzielna i wspaniała.
 Pokonała siebie samą: walkę z bólem, niesprzyjające warunki na trasie. Jak sama określiła:"warunki olimpijskie".Szczerze ją podziwiam.Polecam wszystkim narzekającym na wszystko.
 
                 JUSTYNO ............... Pokolenia będą o tym i o TOBIE pamiętały.

środa, 12 lutego 2014

Zdeptać na miazgę, wyrzucić na śmieci....

To , co się dzieje wokół Justyny Kowalczyk, to już nawet nie rynsztok, to wszystkie rynsztoki świata.
    A miałam już nie oglądać wiadomości i nie czytać prasy, w której o rynsztoku tylko jest.
    Ale dzisiaj , szukając programu związanego z Igrzyskami w Soczi, musiałam się natknąć na wypowiedzi wielu wyjątkowo wrednych, ludzi rynsztoku. Pierwszy Korzeniowski, olimpijczyk i owszem, ale sportowiec, którego wielokrotnie ściągano z tras za łamanie przepisów i dyskwalifikowano. Buńczuczna wypowiedź i zarzucanie Justynie, że włożono pieniądze i czas na jej przygotowanie do Olimpiady nijak się ma do jego wcześniejszej postawy jako sportowca, który zmarnował wiele szans w swoich startach. Wielu kelnerów opisuje go jako bufona, aroganckiego bubka, któremu nikt nie chciał podawać zamówionego jadła.
    Pomyje wylewają inni, którzy jeszcze niedawno pisali o Justynie jako wielkiej, wspaniałej i dzielnej sportmence.
    Justyna już zapisała się w dziejach sportu, jako wielka zwyciężczyni wielu światowych startów w biegach narciarskich. Jest tytanem pracy, wybitną osobistością, szanowaną w całym świecie.
   Pamiętacie zresztą, ile psów wieszano na Adasiu Małyszu, jeśli tylko raz , był gdzieś niżej sklasyfikowany. Nie liczyły się puchary, zasługi, nic się nie liczyło, było źle jak zawsze.
   Mamy niestety pseudo dziennikarzy, nie mamy przyjaciół, tylko hieny czyhające na nasze potknięcia.
   Nie jestem sportowcem, ani osobą odnoszącą  wybitne sukcesy.
   Moim największym sukcesem jest spokojny sen, przekonanie o tym , że nikogo nie oplułam,
cieszę się z sukcesów innych, szczerze gratuluję życiowych sukcesów wszystkim kogo znam.
   Moim sukcesem jest pokonanie ciężkiej choroby i przeciwności losu. Moim sukcesem jest moja córka i prześliczna Ola, ukochany mój Skarb.
    To także radość z każdego dnia, wschodu i zachodu Słońca, radość z tego, że pada i nie pada, z każdego pąka i kwitnącego kwiatu. Niezmiennie zachwyca mnie każdy dzień i każdy napotkany człowiek, który ma wpisaną w twarz swoją niepowtarzalną historię, każda zasłyszana muzyka skomponowana przez genialnych ludzi.
    Każdemu człowiekowi na Ziemi życzę spokoju i szczęścia, takiego, na jaki zasługuje.
    Ludziom sukcesu, by nie przejmowali się opiniami  człekokształtnych, którzy nie posiadają mózgu. Gdyby byli ludźmi, nie wydobywaliby z siebie plugawego bełkotu.

   Pani Justyno, jest pani doskonałym sportowcem w każdym calu. Pani już nic nie musi. To plugawienie zwalnia panią z jakiegokolwiek obowiązku, ze startów także. Życzę zdrowia i spokoju z dala od zła tego świata.
   Przesyłam pani bukiet kwiatów, które pani lubi.
   źródło;internet                                                                 

poniedziałek, 10 lutego 2014

Kamilu, dalej rób swoje! Samego szczęścia życzę.

                                                                           
źródło:internet
 
 


Tobie Kamilu i Twoim wspaniałym Kolegom, życzę wszelkiego powodzenia życiowego.
     Gratuluję Wam postawy godnej prawdziwego sportowca.
     To Wy stanęliście murem za swoim trenerem, którego "znawcy skoków"chcieli odsunąć od pracy z Wami. Opluto Łukasza Kruczka w niewybredny sposób i w niewybrednych słowach, zarzucając mu to, co absolutnie nie miało miejsca.
     Jest świetnym trenerem, partnerem swoich podopiecznych w pracy.Jest także ich życzliwym doradcą, a najlepiej potrafili to ocenić ci, z którymi pracuje tyle lat.
     Gratulacje Panie Łukaszu.To jest także Pana sukces. Niech Pan się nie przejmuje niczym.Owsiaka też opluto, ponieważ w tym kraju panuje zawiść , nienawiść, zazdrość i metoda unicestwiania ludzi sukcesu. Niech pan robi swoje. Ma Pan świetną drużynę , chłopaków zdolnych i inteligentnych.
     Stoją za Panem murem i my też.
Te śliczne

wiosenne kwiaty są dla pana panie Łukaszu.    
                                                                   

czwartek, 30 stycznia 2014

Kiedy chwytasz gwiazdy w dłonie, musisz dotknąć nieba.

                           źródło:internet
 
Nad Sanem niebo uginało się od gwiazd.Na dworze było jasno od ich blasku.


 Nawet sobie nie wyobrażałam, że niebo może się uginać od gwiazd.Miałam wrażenie , że za chwilę usiądzie nam na głowach,przygniecie nas swoim ciężarem.
   Jechaliśmy nad San. Rzeka toczyła bystro swój nurt, połyskiwała srebrzyście, szumiała i zapraszała nad swój brzeg.
Jedliśmy pyszne pierogi z barszczem w przydrożnym zajeździe. Wspominaliśmy z Sergiuszem pirożną na Arbacie. Opowiadaliśmy naszym kolegom , jak to w Moskwie było.
    Potem wysypaliśmy się  nad San, jak jabłka z koszyka. Na brzegu zbudowano olbrzymie ognisko.
   Zajęliśmy miejsca, utworzyliśmy olbrzymi krąg, bo było nas sporo. Organizatorzy uwijali się wokół nas, tworzac miłą atmosferę. Podsumowywaliśmy konferencję, dziękowaliśmy Karolowi za dostarczenie nam wielu cudownych niespodzianek: wycieczek, wieczoru tanecznego i tego uroczego wieczoru nad Sanem.
    Uroczyście zapalono ognisko.Popłynęły łemkowskie rzewne pieśni, szeroko na lasy i góry. kładły się srebrnymi nutami na San połyskujący jak tafla lustra, którą ktoś ustawia pod coraz innym kątem.
    Widziałam różne ogniska od dziecka.Uwielbiałam je, lubiłam patrzeć na płonące berwiona.
    Wielokrotnie, kiedy byliśmy dziećmi, piekliśmy kartofle , które smakowały zawsze wybornie. Do dzisiaj pamiętam ich smak.Parzyliśmy sobie dłonie i jedliśmy  je pachnące dymem ogniska.
      Karol obiecywał nam, że ziemniaki zostaną zasypane w popiele, jak tylko wygaśnie ognisko.
Jedliśmy je już nad ranem.Były pyszne.
      To ognisko było nadzwyczajne. Przygotował go nie lada mistrz. Było ogromne, płonęło równo.
                                                                       
                                                                                
 żródło:internet
źródło:internet
 

                                                                          
Jego niezwykłość polegała na tym , że zapadała się jego jakaś część, a reszta dalej płonęła równo. Snopy iskier leciały wysoko i nie gasły długo. Nie wiedziałam, które srebrne punkty są gwiazdami, a które iskrami. Niebo połączyło się z ziemią. Staliśmy wszyscy z zadartymi głowami. Ognisko płonęło, my milczeliśmy w niemym zachwycie, iskry szybowały nam nad głowami. W końcu iskry połączyły się z gwiazdami i już nic nie było wiadomo.
     Niebo splotło się z Ziemią, Ziemia objęła Niebo, kolejna część ogniska zapadła się , wyrzucajac nowe snopy iskier. I nic już nie było oczywiste.
      Hania, która stała obok, mówiła ni to do nas, ni to do siebie:
     -To jest niezwykłe, to jest piękne, to trzeba zapamiętać na zawsze .
     - Karol postarałeś się, czegoś takiego nie widziałam- Ewa była wyraźnie zadowolona.
     Sergiusz stał za mną i tak jak wszyscy chłonął tę chwilę, kolejną zjawiskową, cichą i niezwykle przejmującą.
     -Jesteś powietrzem, wodą i chlebem, jesteś gwiazdą w moich dłoniach, wszystkim jesteś...Do dzisiaj nie wiem, czy mówił to Sergiusz, czy słyszałam własne myśli, czy jedno i drugie. Wydawało mi się jednak,że słyszałam  wyraźnie jego głos.
     Dotknęłam nieba, gwiazdy sypały się do rąk. Do dzisiaj czuję ich ciepły dotyk.
                                                              
zdjęcie obrazu Josephine Wall
                                                              

środa, 29 stycznia 2014

Kiedy gwiazdy chwytasz w dłonie.....

Obraz Josephine Wall/zdjęcie/
Od zawsze uwielbiałam tańczyć. Taniec mnie uskrzydlał, poprawiał samopoczucie. Tańcząc wyrażałam siebie.
Poza tym lubiłam patrzeć , jak tańczą inni.
Widziałam zawsze , jak kobiety w tańcu pięknieją,promienieją,czują się świetnie i nie chcą schodzić z parkietu. Noc spędzona na tańcach jest zawsze za krótka.

Mój dziadek Adam, był cudownym skrzypkiem. Ciężkie to były czasy, więc dziadek tym graniem zarabiał na życie.Mojego dziadka kochali wszyscy. Domostwo z przylegającym do niego sadem, zawsze tętniło życiem.
Przychodzili tu starzy i młodzi. Dziadek wieczorem brał skrzypce w spracowane ręce i grał. Wiedziałam,że to było jego wielką radością i prawdziwym odpoczynkiem.
Skrzypce w rękach dziadka Adama płakały, śmiały się, weseliły ku uciesze zgromadzonych. Takie tony i takie dźwięki dziadek Adam wydobywał zawsze ze swoich skrzypek.
Wujek Bronek przynosił bęben z czynelem i rozpoczynała się potańcówka w sobotnie wieczory. Na pola, ogrody i sady płynęły polki, oberki ,kujawiaki, a my dzieci, a potem młodzież bawiliśmy się do późnych godzin nocnych ,tańcząc na drodze pod domem, w sadku na trawie i na klepisku stodoły, jeśli akurat padało.

Dziadku mój kochany, dziękuję,że nauczyłeś mnie miłości do muzyki, beztroskiej zabawy, odpoczywania po ciężkiej pracy przy muzyce i tańcu. Wiem dzisiaj ,że moja miłość do muzyki i tańca wzięła się właśnie stąd: pachnącego sadu wypełnionego muzyką, tańczącego nad nim księżyca, dźwięków skrzypiec wpalatających się w gałęzie i kwiaty babcinego ogródka. Tę wrażliwość zawdzięczam Tobie mój kochany Dziadku.

W Przemyślu , Karol mój kolega, przygotował nam wszystkim miłą niespodziankę. Wieczór z muzyką, przy której można było potańczyć. Na taką okoliczność przywiozłam ze sobą kreację,jakiej nikt nie miał.Była wyjątkowa, bo ja chciałam wyglądać , jak najpiękniej.
Miałam tylko jedno niemiłe zmartwienie. Sergiusz nie tańczył. Zawsze mówił, że nigdy nie tańczył, nie umie i nie będzie tańczył.Nie tańczył nigdzie , gdzie bywaliśmy, a teraz także na uroczysty wieczór przyszedł w dżinsach i takiej samej bluzie.

W pięknej sali kominkowej zaczęła się zabawa. Bawiliśmy się świetnie. Zapłonęły świece,zrobiło się wyjątkowo romantycznie. Moje koleżanki wyglądały ślicznie. Barwnie i kolorowo, zadbane i uśmiechnięte, rozpromienione lampką szampana i tańcem.Cała sala wirowała,skrzyła się i mieniła od kolorowych strojów, było miło i gwarnie, cudownie, jak zawsze.

-Czy mogę cię zaprosić do walca?-głos Sergiusza był ciepły i miękki.
Oniemiałam z wrażenia. Przede mną stał piękny, we fraku i z muszką na śnieżnobiałej koszuli, Sergiusz.
Dżinsy oczywiście zostały, ale on i tak wyglądał, jak amant filmowy. Sparaliżowało mnie po prostu.
Orkiestra na życzenie Sergiusza zaczęła grać walca, i to jakiego..Pamiętacie "Noce i dnie"? Pamiętacie Strasburgera w białym garniturze, który brodząc w sadzawce  zbierał nenufary?  To ten walc, a ja poczułam się tak, jak pewnie czuła się Barbara, kiedy on wręczył jej te nieziemsko piękne kwiaty.
                                                                                                                                            
Popłynęliśmy razem z tym walcem dookoła sali. Nie tańczył nikt. Dopiero po drugim okrążeniu przez nas sali balowej , na parkiet wysypali się wszyscy, bijąc nam brawo. Sergiusz tańczył zawodowo. Byłam w ciągłym szoku i nie umiałam sklecić żadnego zdania, mało tego, przez dłuższy okres czasu nie mogłam wyartykułować żadnego dźwięku.

I to był najpiękniejszy taniec w całym moim życiu.To był taniec życia!
                                                                         
                                                              
                                                                    
                                                    /  Josephine Wall zdjęcie obrazu artystki, jego prezentacja/
-Nie mogłem nie zatańczyć z tobą, to jest nasz wieczór- tłumaczył się Sergiusz.
-A teraz spójrz za okno,to Pas Oriona, pełen mocy i wszelkich energii. Jeśli widzą nas stamtąd, to niech mi zazdroszczą. A teraz wracamy na parkiet- zakończył. Znowu mnie zaskoczył. Pas Oriona? Moc i energia? Kim jesteś Sergiuszu?

                                             
źródło:internet
Nie odpowiedziałam sobie wówczas na to pytanie, dopiero po latach usiłuję znaleźć odpowiedź.
Nie dostałam nenufarów, bo w poblizu nie było sadzawki. Wiem, że Sergiusz wszedłby do niej , gdyby tylko była.
Otrzymałam pięknego, ogromnego storczyka w przezroczystym pudełku. Nie wiem, skąd go wziął.
Gwiazdy spadały wprost do moich dłoni i układały się w nich miękko.
                                                                             
źródło:internet